piątek, 19 sierpnia 2016

Na urlopie w rodzinnych stronach

Dziwne uczucie dla mnie, być w miejscach gdzie żyłam tyle lat jako... Turystka.  Przyleciałam samolotem do Salonik w środę rano. Jak zwykle gdy jestem w Grecji nachodzi mnie to samo uczucie, że jestem w domu.  Od razu się przestawiam i czuję się jakbym nigdy stąd nie wyjeżdżała. Do Kokino Nero dotarliśmy po 11.00, od razu ubrałam bikini i poszłam na plażę.  Po drodze spotkałam wielu znajomych,  dostałam  nektarynkę i banana od znajomego sprzedawcy warzyw, wypiłam pyszne fredo.... Nic więcej do szczęścia nie jest potrzebne.  Później przyjechał brat mojego męża - Nikos,który jest dla mnie jak brat i inni znajomi , poszliśmy coś zjeść w przytulnej tawernie... Pyszne jedzenie, greckie winko i muzyka. Piękny początek wakacji



czwartek, 11 sierpnia 2016

Jak się wszystko zaczęło część trzecia

Przyszła pora na ostatnią, trzecią część mojej przygody z Grecją. Po wakacjach wyjechałam na rok do Niemiec jako au-pair. Na święta Bożego Narodzenia przyjechałam do Polski i wtedy też pierwszy raz przyjechał Wasilis. To było trochę śmieszne bo nie był kompletnie przygotowany na mroźną polską zimę. Przyjechał w skórzanej kurtce i musiałam mu dać o wiele za dużą  kurtkę brata. Kupiliśmy czapkę, szal i rękawiczki. Pojechaliśmy wtedy do Krakowa i Wieliczki, Wasilis pierwszy raz bawił się na sylwestrze. Odwiedził mnie później jeszcze dwukrotnie w Niemczech, a ja pojechałam na święta wielkanocne do niego.  Potem poszlam na 2 lata do szkoły policealnej.  W tym czasie odwiedziliśmy się z Wasilisem bardzo dużo razy. To był trudny czas dla nas i liczyłam dni aż w końcu skończę szkołę, wyjadę do mojego ukochanego i nowego domu na greckiej wsi.  Nareszcie w 2006 roku ten czas nadszedł. Miałam wtedy dużo czasu, Wasilis pracował a ja urządzałam nasz dom, może nie mieliśmy dużo na początek, ale robiliśmy wszystko sami i byliśmy szczęśliwi... Oczywiście moje początki na greckiej wsi nie były kolorowe ale o tym innym razem. 

czwartek, 28 lipca 2016

Jak się wszystko zaczęło ciąg dalszy...

A jednak...zainteresowała was moja historia,tak więc zapraszam na ciąg dalszy...
Po powrocie do polski poszłam  do klasy maturalnej, skupiłam się na nauce, ale w głowie siedziała mi Grecja i Wasilis. Wtedy nie było jeszcze tak ogólnodostępnego internetu, tak więc kontaktowaliśmy się przez smsy , telefonicznie oraz listownie! Moi rodzice sceptycznie do tego podchodzili, zresztą ja sama też, chociaż bardzo chciałam...No i przyszła matura..wymyśliłam sobie, że po skończeniu liceum pojadę na rok do Niemiec jako Au-Pair podszlifowac język gdyż myślałam o germanistyce. Ale najpierw były wakacje i...Grecja. Pojechałam do znajomych moich rodziców, tak jak i rok wcześniej, tyle ze sama na cały miesiąc. Wasilis już wtedy nie pracował  w kasynie w Salonikach, wrócił do domu do Omolio i pracował w fabryce.
Dlatego też widywaliśmy się tylko w weekendy. Pierwsze nasze spotkane po roku odbyło się dokładnie w tym samym miejscu ...możecie sobie wyobrazić jak bardzo biło mi serce jak na niego czekałam..To były moje najlepsze, a zarazem najgorsze wakacje, bo w ten czas jak Wasilis był u siebie to mi się strasznie nudzilo samej,znajomi rodziców u których się zatrzymałam, pracowali i byłam zdana sama na siebie. 
Po około dwóch tygodniach Wasilis zabrał mnie na mini wakacje na pole kempingowe „Armenistis” na Halkidiki...To były nasze pierwsze razem spędzone dni. Pamiętam,że potem zawsze śmialiśmy się wspominając to bo...Wasilis to ogólnie jest niejadek, a już śniadań to w ogóle nie je. Tak więc on zaczynał być głodny po południu,a mnie już ssało w żołądku...wiadomo jak to jest na początku, trochę się krępowałam może, a on nie pytał czy jestem głodna...no ale po 2 dniach już mu powiedziałam bo chyba bym  głodu umarła. Ogólnie bardzo mi się podobało, codziennie jeździliśmy na inna plażę..Ale parę dni i Wasilis znowu musiał wracać do pracy a ja zostałam sama. Wreszcie pod koniec mojego pobytu w Grecji, zaproponował mi, ze weźmie mnie na weekend do siebie do domu.Niestety w Grecji nie ma tak jak w Polsce, że przyprowadza się dziewczynę czy chłopaka od razu do domu, szczególnie na małych wsiach bo...to zobowiązujące i co by ludzie powiedzieli :-) Możecie sobie wyobrazić jak się bałam tego spotkania z grecką rodziną, przed oczami miałam sceny z filmu „Moje wielkie greckie wesele”...No i w końcu nadszedł ten dzień..Przyjechał po mnie i pojechaliśmy do Omolio, zobaczyłam piętrowy dom ze schodami na zewnątrz. Na pierwszym piętrze, pomiędzy surowymi scianami, Wasilis miał swój pokój i łazienkę , wtedy bym jeszcze nie przypuszczała, ze to będzie moje przyszłe mieszkanie.
Wtedy też pierwszy raz zobaczyłam mamę Wasilisa- Katinę, sięgała mi zaledwie do piersi, przyniosła lody i powiedziała łamaną angielszczyzną : „beautiful girl”. Od razu zapadła mi w serce. Poznałam tez nieco surowego z wyglądu tatę Thanasisa oraz jeszcze surowszą babcię Athinę. Ogólnie czas spędzaliśmy sami, jeżdżąc na plaże, oglądając okolice, wychodząc do knajp...Bardzo mi się to podobało. Najśmieszniejsze było jak pierwszy raz chcieliśmy wyjść wieczorem do knajpki w Omolio i chciałam go wziąć za rękę...Delikatnie uświadomił mi, że to nie wypada...A ludzie patrzeli na mnie co najmniej jak na kosmitkę. Rawie nic nie rozumiałam...Dziwne uczucie. Teraz po latach sobie myślę, że to musiała być niecodzienna sytuacja również dla całej rodziny, że nie spodziewali się jaka będę i co z tego będzie. A jednak przyjęli mnie serdecznie i ciepło.
Niestety kolejne wakacje dobiegly końca,a ja byłam coraz bardziej pewna,że to jest to czego chcę w życiu...cdn


 

środa, 20 lipca 2016

Tak się zaczęła moja przygoda z Grecją


Ponieważ nie mieszkam już na greckej wsi i nie mogę was uszcześliwiać opisując bieżące aktualności,pomyślałam ,ze możne miło 
by było opowiedzieć wam jak się moja przygoda z Grecją zaczęła. Przez przypadek na przełomie roku 1989 i 1990 moi rodzice trafili
do Grecji na miesiąc do pracy - obierania pomarańczy. Poznali tam znajomych, dzięki którym jak miałam 11 lat mogłam pojechać aż na miesięczne wakacje do Grecji.
To było w 1995 roku, byłam tam z bratem i mamą w miejscowości Nea Potidea na Chalkidiki. Byłam tam później po latach gdyż bardzo mile wspominam te
wakacje. Wtedy nauczyłam się pływać, a jak wróciłam do Polski to moje włosy były białe od słońca, a skóra czekoladowa!
Wtedy też na spacerze powiedziałam do mamy: "Wiesz, ja tutaj kiedyś będę mieszkać". Takie długie wakacje zaliczyłam później za kolejne 2 albo 3 lata.
Później długo nie byłam w Grecji i wróciłam tam znowu z mamą i bratem dopiero w 2001 roku, po trzeciej klasie liceum. Oczywiście było pięknie- morze, plaża, dużo wolnego czasu,
ale tez jak to bywa w tym wieku tęskniłam za znajomymi w Polsce. Po jakimś czasie już bardzo mi się nudziło...pewnej niedzieli po południu poszłam znudzona na plażę, która była po przeciwnej stronie ulicy.
I wtedy zobaczyłam Wasilisa!Od razu mi się spodobał i uśmiechał się do mnie.Kiedy postanowiłam pójść do domu, wstał i śledził mnie wzrokiem. Kiedy wyszłam na balkon, zawołał mnie żebym zeszła na dół.
Trochę się bałam...od razu zaczął ze mna rozmawiać po angielsku i zapytał czy nie poszłabym z nim na kawę. Byłam w stroju kąpielowym, także powiedziałam, że owszem ale nastepnego dnia.
Mama i znajomi u których mieszkaliśmy oczywiście nie byli zbytnio zadowoleni z tego faktu i musiałam się nasłuchać! Następnego dnia się szykowałam i malowałam, a on...przyjechał w plażowych spodenkach.
Mama przykazała mi ,że mogę z nim iść na kawę pod warunkiem ,ze będzie widzieć z balkonu jego samochód. Tak tez było, poszliśmy na kawę, a potem na plażę.
Na sam początek mnie okłamał, powiedział, że ma 24 lata, a miał. Oczywiście potem się to wyjaśniło: bał się, ze mu ucieknę jak się dowiem, że ma 28 , a ja 18. Dodatkowo na początku powiedział mi, ze się nazywa Billy- pomyślałam sobie, że nie może być żeby grek miał takie imię
(później się dowiedziałam,że grecy lubią sobie tak swoje imiona zmieniać )  Ale było już za późno.Bardzo miło spędziłam ten ostatni 
tydzień w Grecji. Wasilis pracował wtedy w kasynie w Salonikach jako parkingowy. Po tym tygodniu wcale nie uśmiechało mi się wracać do Polski, byłam zakochana i nie wiedziałam co z tego wszystkiego będzie...cdn

wtorek, 31 maja 2016

Krótkie odwiedziny w Grecji

Zapewne niewielu z was wie, że moja mama jest pilotem wycieczek biura podróży "Tęcza" z którym miałam zaszczyt współpracować podczas mojego pobytu w Grecji. Tak się złożyło, że pierwszy wyjazd mamy przypadł na Boże Ciało i jeszcze mama miała zostać jedną noc w Kokino Nero. Oczywiście zaczęłam się zastanawiać, że jakby tak wziąść jeden dzień urlopu to mogłabym pojechać... No i się udało. Jak zwykle pracownicy biura byli dla mnie aż nazbyt życzliwi. Dostałam miejsce w autokarze i nawet nocleg.  Jechałyśmy ze znajomymi kierowcami, Krzysiem i Łukaszem.  Wszystko poszło sprawnie i o 12 w piątek wysiadłam w Omolio. Emocje były ogromne. Po drodze do domu, sąsiedzi i   znajomi serdecznie mnie  witali i przytulali. Łezka mi się w oku zakręciła. W domu teściowa i Wasils przyjęli mnie serdecznie i ciepło. Mój piesek Ruti mnie rozpoznał.  Zjadłam domową pitę z fetą, pogadaliśmy, spakowałam pełną walizę rzeczy.  Przyszła mnie odwiedzić Dimitra(dziewczynka, którą się opiekowałam 4 lata). Później koleżanka odwiozła mnie do Kokino Nero.  Poszłam na spacer z mamą, byłam na plaży i nawet lekko się opaliłam.  Spotkałam mojego znajomego sprzedawcę warzyw Mitsosa, dostałam od niego tak jak zawsze bananka.  Później spotkałam naszą rezydentkę Małgosię i Pana Marka, razem zjedliśmy kolację w hotelu Aqua Rossa gdzie nocowałam. Tutaj wielkie brawa dla Adonisa. Dzięki niemu Kokino Nero z roku na rok pięknieje i odwiedza je coraz więcej turystów. W tym roku jest nawet basen. A hotelowa restauracja i sam hotel mają w sobie tyle uroku, że chciałoby się tam siedzieć cały czas. Dziękuję za gościnność.
Wieczorem odwiedzili mnie znajomi.Moje przyjaciółki Nicole i Maria, oraz Litsa i ich mężowie a także inni znajomi.. . Przy piwku wieczór minął aż za szybko i było tak jakbym nigdy nie wyjeżdżała... Potem było trzeba iść spać bo rano o 9 już wyjeżdżaliśmy. Odwoziliśmy zieloną szkołę z Dzierżoniowa.  Po drodze jeszcze zwiedzanie Salonik. Kocham Saloniki. To miasto tętni życiem-czy to na kolorowym bazarze czy w knajpach przy wybrzeżu.  Ach, będę tęsknić znowu za moją Grecją
Nasz piętrowy autokar na postoju "u Mariki"
Przejście graniczne Evzonoi
Już blisko...
Teściowa robi najlepszą pitę, jak widać dużo nie zostało
Widok na Omolio
Piękna Aqua Rossa w Kokino Nero
Zachód słońca

Szalone dziewczyny znowu razem
Biała wieża w Salonikach

Rybki i oliwki a kolorowym targu w Salonikach

Pyszna kawka w urokliwej kafejce

Plac Arystotelesa, trzeba go potrzymać za palec by tu wrócić, więc mocno trzymałam

niedziela, 24 kwietnia 2016

Czego najbardziej mi brak

W Polsce żyję już od pół roku, jest ok. Ale wierzcie mi , że mam momenty w których chciałabym stąd uciec...Są rzeczy, które na zawsze pozostaną w mojej pamięci. Nie oszukujmy się, podejście polaków i greków do życia różni się diametralnie...Nie mogę powiedzieć, że tęsknię za życiem tam, bo nie należało ono do najłatwiejszych...Tak jakoś się złożyło, że spośród moich koleżanek polek, ja bardzo łatwo dostosowałam się nie tylko do życia w Grecji, ale nasiąkłam też ich kulturą , tradycjami, muzyką.
Dlatego brakuje mi zapachu Grecji...zimą zapachu drewna spalanego w kominkach, greckiej parzonej kawy.Latem zapachu morza,piasku, oregano...
Brakuje mi dźwięków: rannego nawoływania obwoźnego sprzedawcy warzyw, śmiechu dzieci bawiących się na ryneczku, kostek do gry w backgamona w kafeneio, cykad
Brakuje mi tej serdeczności ludzi, którzy mnie otaczali na co dzień, tego uśmiechu, zapytania "ti kaneis" (chociaż tam często mnie to denerwowało )
Tęsknię za jedzeniem, za smakiem oliwy, warzyw, owoców...
Brakuje mi często greckich miłych knajpek, które są na każdym rogu, w których godzinami przesiadywałam ze znajomymi przy freddo, albo dobrym winku.
Na szczęście jest internet, pozostaję w bliskich kontaktach z moimi ukochanymi w Grecji.
Pewnie tego lata zawitam w Grecji i będzie choć na chwilę prawie tak jak kiedyś...

czwartek, 18 lutego 2016

Czar greckiej muzyki

Dziś rano w Grecji wydarzyła się tragedia...w wypadku samochodowym zginął znany i lubiany piosenkarz Pantelis Pandelidis. Miał tylko 32 lata. Lubiłam go i jego piosenki, a nawet ktoś bliski mojemu sercu powiedział kiedyś, że to jedyny piosenkarz ,którego teksty mają sens i przesłanie.
No właśnie tak się składa, że Grecy mało słuchają zagranicznej muzyki. Czy młodzi czy starsi ,słuchają greckich wykonawców. Nam grecka muzyka kojarzy się z " grekiem Zorbą" ,do tego Grecy się nie chętnie przyznają.
Największe sławy greckiej muzyki to : Tsitsanis ,Karras, Bougas ...każdy zna Annę Bissi, Despinę Bandi, Antonisa Remosa czy Elli Kokkinou .
Mój ulubiony piosenkarz to  Giannis Ploutarchos.
Polecam - posłuchajcie