niedziela, 1 grudnia 2013

Kiedy rodzi sie greckie dziecko

Z pośród wszystkich tradycji, które zdążyłam już poznać mieszkając na greckiej wsi, tradycje związane z narodzinami dziecka są dla mnie najbardziej dziwne i niezrozumiałe. 
Z jednej strony greczynki wydają się być nowoczesne i modne, ale kiedy chodzi o macierzyństwo, są bardzo tradycjonalne i większość z nich uważa,że nie muszą czytać żadnych książek o byciu rodzicami gdyż wszystko przekaże im mama lub inne kobiety z rodziny... 
Niektóre zabobony dotyczą już samej ciąży. Słyszałam, że kobieta nie powinna jeść owoców granatu gdyż jej dziecko będzie miało pryszcze...Dużo kobiet nie przyznaje się, że jest w ciąży (nawet kiedy jest to widoczne) bo obawia się, że wtedy jej dziecko będzie brzydkie...
Greczynki przeważnie rodzą w prywatnych klinikach. W modzie jest cesarskie cięcie i branie tabletek by nie mieć mleka*. Teraz powoli karmienie zaczyna być znów popularne.
Do kliniki zazwyczaj przychodzą całe rodziny na odwiedziny, ale kiedy matka i dziecko są już w domu wtedy dopiero wszystko się zaczyna...
Połóg trwa dokładnie 40 dni, tyle ile u Matki Boskiej  i Jezusa (podobno jest to napisane w Biblii) .
  • W czasie połogu matka nie może wychodzić z domu po zachodzie słońca (nie mówiąc juz o dziecku)
  • Nie powinna wywieszać ubranek dziecka po zmroku...
  • Nie może przyjmować gości po zachodzie słońca (chociaż i tak nikt by ją w tym czasie nie odwiedził)
  • Jeżeli spotkają się dwie matki w połogu nie powinny ze sobą rozmawiać
  • Matka nie powinna chodzić do kościoła
  • Nie powinna odwiedzać nikogo z noworodkiem
  • Nie wolno odwiedzać kobiety w połogu kiedy ma się okres gdyż ...przestanie mieć mleko (!)
Tak, tak u nas w Omolio te tradycje są nadal żywe i kobiety naprawdę boją się łamać te zasady gdyż obawiają się złego uroku, czaru, chorób czy nie wiem jeszcze czego.
Dodatkowo każdy grecki noworodek ma przypięte w łóżeczku lub na ubranku niebieskie oko (o tych oczach będzie osobny post), które również chroni przed zauroczeniem.
Po 40 dniach, w których na pewno można dostać do głowy, matka idzie z dzieckiem do kościoła po specjalne błogosławieństwo. Jeżeli ma dziewczynkę musi ucałować ikonę Matki Boskiej zanim odbierze dziecko od popa. Jeżeli ma chłopca wtedy pop zabiera go za ołtarz i tam udziela mu błogosławieństwa (mają tam wstęp tylko mężczyźni). Matka przed odebraniem syna musi ucałować ikonę Chrystusa.
 Niektóre matki idą po takie blogosławieństwo juz wcześniej-po upływie 20 dni
Po tym błogosławieństwie w końcu można chodzić z dzieckiem na spacery, ale mało która kobieta u nas we wsi to robi. Dzieje się tak dlatego, że dla nich pogoda nigdy nie jest wystarczająco dobra...tego naprawdę nie mogę zrozumieć...Sama nie jestem mamą, ale mam na koncie karierę opiekunki. Kiedy chodziłam z rocznym dzieckiem na spacery co chwilę ktoś mnie zaczepiał na drodze i pytał dlaczego chodzę na spacer bo przecież jest za zimno lub za gorąco.
Często zastanawiam się nad tym jak to będzie kiedy sama będę mamą...bo na pewno nie chciałabym się stosować do tych zasad...
Jest jeszcze jedna rzecz...bardzo nieprzyjemna. Kiedy idzie się na spacer z dzieckiem to starsze panie widzące go po raz pierwszy plują na nie- na szczęście...
Następną sprawą jest imię. Noworodek w Grecji nie ma imienia (!) ma w książeczce napisaną tylko płeć i nazwisko. Kiedy jest chłopak mówi się do niego "bebis" czyli dzidziuś, a kiedy jest dziewczynka- "beba" czyli dzidzia. Tak mówi się aż do Chrztu, który robi się kiedy maluch ma od 6 do 12 miesięcy, ale zdarzają się też później. Sama kiedyś na plaży widziałam 4-letnią dziewczynke do której mama zwracała się per "dzidzia".
Nie wypada więc w Grecji przy odwiedzinach zapytać jak sie nazywa dziecko.
Z wyborem imienia tez wcale nie jest tak kolorowo (szczególnie dla nas obcokrajowców). Pierworodny syn powinien nosić imię po dziadku , a dziewczynka po babci (zawsze ze strony ojca). Dopiero 3 i następne dzieci mogą mieć imiona rodziców mamy. Czyli jak mój teść ma na imię  Athanasios to mój syn powinien się właśnie tak nazywać. Nie ważne, że brat mojego męża już ma syna o tym imieniu...Niekiedy się zdarza,że jest 5 kuzynów i wszyscy mają takie samo imię i nazwisko.
Takie skomplikowane i dziwne są te tradycje, ale trzeba je szanować

* Piszę to na podstawie moich obserwacji, nie na podstawie ogólnodostępnych danych


6 komentarzy:

  1. Mam nadzieję, że jako Blondynka na greckiej wsi olejesz zdecydowanie większość z tych irracjinalnych zwyczajów, gdy zostaniesz mamą ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Piegowata mamo, postaram się, bedę walczyć! Kiedy będzie tak daleko będę równiez porosić o rady i wsparcie!

      Usuń
  2. Ciężko jest "olać" te ich tradycje nie wdając się przez to w konflikt :) Ja osobiście przesiedziałam te 40 dni w domu z dzieckiem ( tylko ze względu na to że była zima ). Po 40 dniach poszłam po błogosławieństwo ( wyglądało ono odrobinę inaczej niż to opisujesz, ale to chyba kwestia tego, że jestem innej wiary więc nie całowałam żadnych ikonek ani też nie robił tego mój mąż ). Z imieniem nie dałam sobie w kasze dmuchać ;) Tak oto mamy Amelke ( co wcale nie było łatwe do ogarnięcia haha ). Tak tradycje związane z narodzinami dziecka są dla nas Polek bardzo dziwaczne i chyba najgorsze do zaakceptowania, ponieważ nie rozchodzi sie tutaj o garnek zupy lecz o nasze DZIECKO. W każdym bądź razie do wszystkiego można dojść drogą kompromisu :D Buziaki I.

    OdpowiedzUsuń
  3. Ciekawy blog. Życzę gryfnego malucha. Pozdrówka ze słonecznej Czerwionki ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. Nigdy w zyciu nie pozwole sobie aby ktokolwiek mial wplyw na imie mopjego dziecka i na jego wychowanie. Od poczatku gdy tu przyjechalam i dowiedzialam sie o tym uswiadomilam tesciow i cala rodzine ze moj maz jest zonaty z polka i jezeli chce dostosowac sie do tych zabobonow bo tradycja tego nie mozna nazwac to prosze znalezc mu greczynke. Moj maz jest ze mna zgodny. Nie mozna nikomu wmuszac takich zasad. Nie mozna wpajac komus takich zabobonow bo tak tu jest i koniec. Nikt nie ma prawa do takich rzeczy. Dziecko wychowuja rodzice dziecka i nadaja mu imie a nie rodzina i wpajanie ze takie sa zasady. Mieszkajac w Grecji nikt nie moze mi zarzucic takich zasad bo tak tu jest, owszem jest i kazdy robi co chce i oczywiscie pewnych tradycji zmienic tu nie moge i w pelni je szanuje ale to jak mam zyc i postepowac to ode mnie zalezy. Najgorsze jest to jak babki ida do klinik czy szpitali i podnosza dziecko tzw (chrzest w powietrzu) i mowia np po tesciu imie to jest Dimitris no zacofanie totalne.

    OdpowiedzUsuń
  5. Te ktore nie chca miec pokarmu, zamiast tabletek powinny zapraszac kobiety z okresem.Zdrowsze.Chyba ze same nie wierza w te zabobony.pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń